Pociąg do Dżankoj podstawił się wcześniej i miejscowi zajęli najlepsze miejsca w plackartach. Dla nas zostały już tylko kupiejne, za które musieliśmy niestety dopłacić po 5 hrywien. Pierwszy raz, po przejechaniu kilkunastu, a może już kilkudziesięciu tysięcy kilometrów szerokimi torami,
jechałem w takim wagonie - może to i wygodniejsze, ale brakuje troche klimatu. Zamykane przedziały - łe - wielkie mi rzeczy - to nie dla mnie, ja wolę integrację. Piwo z rana jak śmietana!
Tak oto jawił się poczatek końca naszej podróży. Do Dżankoj mimo obaw przybyliśmy punktualnie. W okolicach dworca uzupełniliśmy zapasy i wsiedliśmy w pociąg do Lwowa. W wagonie było więcej Polaków niż Ukraińców. Nasi sąsiedzi okazali się być studentami historii z Rzeszowa. Sił na pisanie wspomnień miałem już coraz mniej. Nie jest to łatwe zadanie, wierzcie mi. Wymaga znacznej wytrwałości i mobilizacji - ten, kto nie spróbował, nie wie jak duże jest to wyzwanie. Rozumie mnie tylko Paweł, który jeszcze skrzętniej notuje bierzące wydarzenia (akurat nie w tej chwili:) :
Trochę łatwiej opisywać otaczającą rzeczywistość było podczas podróży po USA z Inesą. Wtedy było bardzo komfortowo - pisaliśmy nasze dzienniki na laptopie, bez konieczności ich przepisywania. Tak, to była ciekawa wyprawa - PT Crusierem po Kalifiorni, Utah, Arizonie. Tu, w pociągu, mimo, że strasznie się wlecze, trzęsie okropnie. Wizja przepisywania wszystkiego na język zerojedynkowy nie ułatwia mi zadania. Żaden skaner OCR, nawet najlepiej zaprogramowany nie byłby w stanie odczytać powstających właśnie bazgrołów. Już teraz wiem, że ja sam będę miał problemy (mam je!) z odczytaniem tych hieroglifów. Po części mogę zwalić winę na warunki i średnią stabilność podłoża, ale prawdą jest też, że moje pokolenie w znacznie mniejszym stopniu używa pióra bądź długopisu. Króluje QWERTY, szkoda, że chociaż nie DVORAK. Podróż mijała powoli, trochę się nużyła. Sierp ugryzł Lemona, do krwi, ale chyba bardziej z miłości, niż z nienawiści. Dezynfekcja na wszelki wypadek miała miejsce.
Ciekawy był jeden z nocnych przystanków, gdzie na peronach wystawione były kosmiczne ilości pluszowych zabawek. Dominowała kolorystyka różowego pluszu, a rozmiary miśków, żyraf, hipopotamów i wszelkich innych bohaterów dziecięcej wyobraźni wahały się od pudełka zabawek, do wielkości sporej komody. Było to dziwaczne miejsce, zapewne efekt miejscowej fabryki zabawek (ciekawe czy funkcjonuje tak, jak fabryka czekolady Willego Wonki?), ale przez tą swoją nieprzystawalność do codziennego szarego świata dworcowych peronów, a także przez aurę nocy - iście bajeczne.
We Lwowie kropił deszcz. Znalezienie środka lokomocji do granicy zajęło nam trochę czasu. Sporo wspołbraci wysiadło z pociągu, dlatego też pojawiły się komplikacje. Oczywiści mogliśmy wynająć busa tylko dla siebie, ale 100$ było ceną odstraszającą nie tylko nas. Po pół godzinie zjawiła się marszrutka, i wraz z grupą alpinistów zapakowaliśmy się na styk. Rumcola skróciła nam jazdę. Na granicy zamieszanie, bo był Dziadek Mróz, a większość mrówek czeka na Aptekarza, bo ponoć łagodniej traktuje próby przeniesienia ilości trunków i tytoniu przekraczające normy. Każdego obdarowałem kartonem papierosów, co by nie mieć żadnych problemów. Wystaliśmy swoje, ale udało się przedostać bez najmniejszych komplikacji. W Przemyślu, w barze wypiliśmy piwo Łomża, powstały pomysły, aby powtórzyć akcję z zakupem i sprzedażą piw z początku wycieczki. Na szczęście spełzły na niczym, pociagi nie były bardzo przeładowane, warunki powrotu do Warszawy były komfortowe. Bywało wesoło, komicznie:
To już jest koniec, pozostały wspomnienia, część dostępna na tych stronach, część w naszych umysłach i sercach. Oby nigdy nie zostały wymazane, pozdrawiam serdecznie i dzięki za czas poświęcony na czytanie. Mam nadzieję, że niebył zamrnowany.
post scriptium,
Jeszcze raz zachęcam do lektury wspomnień Pawła (Godlesia) - jak się tylko ukażą - zamieszczę link.
Spojrzenie bowiem na minione wydarzenia przez pryzmat drugiej relacji, potrafi wydobyć dodatkowy wymiar - zupełnie tak jak w przypadku ludzkiego wzroku. Widzenie dwojgiem oczu, to nie tylko suma dwóch obrazów. Kiedy patrzymy przez jedno oko widzimy tylko dwa wymiary, uruchomienie drugiego oka, nie tylko poszerza kąt widzenia, ale przede wszystkim pozwala na uzyskanie głębi i daje możliwość szacowania odległości.
1 comment:
ech, w stepie szerokim stepowanie, niech zmieni się w warszawskie chlanie, inauguracja w piątek nastąpi, gdy tylko P. z pociągu wystąpi, kto żyw niech zatem do Biela uderza, od 22 pitna trwać będzie wieczerza!!!
Post a Comment