W Symferopolu byliśmy wcześnie rano.
Ukraińskie pociągi nie mają tendencji do spóźniania się. W ogóle standard na kolejach rosyjskich, białoruskich, czy ukraińskich jest wyższy, a ceny znacznie niższe niż w Polsce. W każdym wagonie jest dwóch prowadników, i ciągle dostępny jest wrzątek. Miejsca do leżenia to standard przy tak znacznych odległościach – szkoda, że na niektórych polskich trasach nie ma dostępnej takiej opcji za rozsądną cenę. Im niższa klasa pociągu, tym ludzie bardziej się integrują – wymieniają produktami spożywczymi, ale też dokonuje się większa transfuzja myśli. W najwyższej klasie - kupiejnej – jest inaczej. Nigdy nie kupiłem takiego biletu, ale czasami bywałem w takich wagonach i ich przedziałach. Tak samo jest ze społeczeństwami – im mniej jest kapitalizmu i dążenia do posiadania własności, tym ludzie żyją bardziej przyjaźnie, w mniejszych dysproporcjach, są otwarci i milsi. Przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia.
Standardowa godzina na dworcu już nikogo nie dziwiła. W pierwszej kolejności udaliśmy się na Symferopolski rynek. Zgodnie z przewidywaniami okazał się rajem dla wielbicieli owoców morza. Najwięcej „ciekawostek” zakupił Sierp, niestety najwięcej też wyrzucił. Glony, małże, kalmary i inne bliżej niezidentyfikowane morskie organizmy kusiły swoją różnorodnością. Niektóre z nich nawet były smaczne – szczególnie kalmary z marchewką w zalewie octowej, małże i jeden rodzaj glonów, a reszta raczej nie była godna polecenia. Lemon zadowolił się tylko frytkami z MacDo, dziewczyny kupiły długo upragnioną kawę.
Proces wyboru następnego punktu podróży nie był zbyt długotrwały, chociaż rozważaliśmy równolegle sporo opcji. Ustalenie metody głosowania ocierało się czasami o demokrację. Zachowanie człowieka w grupie to ciekawe zjawisko. Pewnie mocne teoretyczne podstawy behawioralizmu mają koleżanki z psychologii, ale każdy może oprzeć się na własnej empirii życiowej – dochodząc często do tych samych wniosków. W grupie tworzą się koalicje, i to na bardzo różnych poziomach jednocześnie. Jedne są nastawione na realizowanie idei długoterminowych, inne zaś w celu zaspokojenia bierżących, czasami nagłych potrzeb - np. wypicia piwa, bądź przerwy na toaletę. Proces ich powstawania ma czasami więcej zmiennych niż kształtowanie się zjawisk pogodowych, a co za tym idzie – jest niemożliwy do przewidzenia. Co więcej, rzecz nie dotyczy tylko powstawania podgrup, to proces dynamiczny, wszystkie konfiguracje są możliwe, formy grup/podgrup zmieniają się ciągle – przechodzą metamorfozy – rozpadając się i łącząc na nowo niczym… .
W grupie ważni są przywódcy, ale równie ważni, pełniący kluczową rolę są integratorzy. Ci, którzy wyciszają konflikty, a nie je inicjują, ci, do których członkowie danej społeczności mają ponadprzeciętne zaufanie. Nie będę ich identyfikował, ale wiem, że można odnaleźć osoby o takich cechach w każdej większej ludzkiej grupie.
No więc jak decyzja zapadła? Ruszamy zdobyć genueńska twierdzę w Sudaku! Nie wziąłem za sobą sudoku:(.
4 comments:
Proponuję demokratyczne głosowanie (choć spodziewam się 9 równo rozłożonych głosów - nici z rozkładu N) kto był liderem grupy? Takie post hoc. Hihi
Tylko Ty kochanie!
Dobrze jej napisales Kubi!;D
one mnie wielbiiiiły
ech i tak was lubię
Post a Comment